Zdałam sobie dzisiaj sprawę z bardzo ważnej rzeczy. Otóż - jestem szczęśliwa! Tak. Jestem.
Wieczór był długi i intensywny. Pierworodny biegał po domu jak struś pędziwiatr. M się z nim bawił. Ja bez przerwy kaszlałam, chrząkałam i pociągałam nosem. Leżałam pod kocem i próbowałam odpocząć. I nagle wpadłam na genialny pomysł. Kakao! Napiję się kakao.
Wstałam bezsilnie z kanapy i powoli acz uparcie powlokłam się do kuchni. I oni za mną. Kakao dla syneczka, dla M. samo mleczko. Staliśmy tak wpatrzeni w bulgoczące mleko i czekaliśmy aż zacznie się gotować. Przygotowałam kakao, dodałam do smaku syropu klonowego i pomaszerowaliśmy do pokoju.
I nastał ten błogi stan... Spojrzałam na moich mężczyzn siorbiących kakałko i dmuchających w kubki, bo gorące i coś mnie tknęło. Jacy Oni są piękni, moi, kochani.
To nic, że nie mam pracy, że szukam i nie mogę znaleźć. To nic, że gardło mnie boli, przecież przestanie. To nic, że nadchodzi zima a wraz z nią chłody i ciemne poranki i wieczory. To nic. Mam ich, a z nimi i praca się znajdzie, i gardło wydobrzeje.
Wtedy właśnie poczułam, że mimo niepowodzeń i stresów - jestem szczęśliwa!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz