Ćwiczę po swojemu już kilka miesięcy, efekty widać - owszem - ale moje uda nadal pozostawiają dla mnie wiele do życzenia. Jakoś nie potrafię z nich "spaść". Dodatkowo ostatnio przeczytałam takie zdanie: "Jeśli chcesz stracić tkankę tłuszczową z ud - biegaj lub skacz na skakance, jeśli chcesz zbudować mięśnie - wykonuj cardio". Nie wiem dokładnie ile w tym prawdy, ponieważ z braku czasu nie miałam jak tematu zgłębić, ale postanowiłam zastosować tę radę w praktyce.
W ramach codziennego treningu postanowiłam przebiec umowny kawałek trasy.
Codziennie synka zabieramy od babci, która mieszka jakieś 4 km od nas. Wracamy autem. Dziś jednak postanowiłam pojść na nogach. Połowę drogi przeszłam, połowę - przetruchtałam. I - jestem z siebie dumna.
Co mi ten bieg dał?
- nareszcie poczułam, jak pachną tegoroczne kwitnące drzewa,
- dotleniłam się,
- naładowałam się mega energią,
- nareszcie poczułam, że się prawdziwie zmęczyłam,
- mam przypływ pomysłów co do Klubu Mam,
- planuję zacząć prawdziwie biegać!
Kolejny bieg jutro. Zobaczymy, czy zakwasy mnie nie zniechęcą. :)