wtorek, 12 kwietnia 2016

Mój początek przygody z bieganiem

Nie wiem ile to już czasu minęło odkąd w mojej głowie zakiełkowała myśl o tym, że chciałabym biegać. Niestety, wprowadzenie jej w życie skutecznie uniemożliwiała mi choroba kolana. Dzisiaj to się zmieniło.

Ćwiczę po swojemu już kilka miesięcy, efekty widać - owszem - ale moje uda nadal pozostawiają dla mnie wiele do życzenia. Jakoś nie potrafię z nich "spaść". Dodatkowo ostatnio przeczytałam takie zdanie: "Jeśli chcesz stracić tkankę tłuszczową z ud - biegaj lub skacz na skakance, jeśli chcesz zbudować mięśnie - wykonuj cardio". Nie wiem dokładnie ile w tym prawdy, ponieważ z braku czasu nie miałam jak tematu zgłębić, ale postanowiłam zastosować tę radę w praktyce.

W ramach codziennego treningu postanowiłam przebiec umowny kawałek trasy.

Codziennie synka zabieramy od babci, która mieszka jakieś 4 km od nas. Wracamy autem. Dziś jednak postanowiłam pojść na nogach. Połowę drogi przeszłam, połowę - przetruchtałam. I - jestem z siebie dumna.

Co mi ten bieg dał?
  • nareszcie poczułam, jak pachną tegoroczne kwitnące drzewa, 
  • dotleniłam się, 
  • naładowałam się mega energią, 
  • nareszcie poczułam, że się prawdziwie zmęczyłam, 
  • mam przypływ pomysłów co do Klubu Mam, 
  • planuję zacząć prawdziwie biegać!

Kolejny bieg jutro. Zobaczymy, czy zakwasy mnie nie zniechęcą. :)