środa, 28 października 2015

Tak, jestem szczęśliwa...

Zdałam sobie dzisiaj sprawę z bardzo ważnej rzeczy. Otóż - jestem szczęśliwa! Tak. Jestem.

Wieczór był długi i intensywny. Pierworodny biegał po domu jak struś pędziwiatr. M się z nim bawił. Ja bez przerwy kaszlałam, chrząkałam i pociągałam nosem. Leżałam pod kocem i próbowałam odpocząć. I nagle wpadłam na genialny pomysł. Kakao! Napiję się kakao.

Wstałam bezsilnie z kanapy i powoli acz uparcie powlokłam się do kuchni. I oni za mną. Kakao dla syneczka, dla M. samo mleczko. Staliśmy tak wpatrzeni w bulgoczące mleko i czekaliśmy aż zacznie się gotować. Przygotowałam kakao, dodałam do smaku syropu klonowego i pomaszerowaliśmy do pokoju.

I nastał ten błogi stan... Spojrzałam na moich mężczyzn siorbiących kakałko i dmuchających w kubki, bo gorące i coś mnie tknęło. Jacy Oni są piękni, moi, kochani.

To nic, że nie mam pracy, że szukam i nie mogę znaleźć. To nic, że gardło mnie boli, przecież przestanie. To nic, że nadchodzi zima a wraz z nią chłody i ciemne poranki i wieczory. To nic. Mam ich, a z nimi i praca się znajdzie, i gardło wydobrzeje.

Wtedy właśnie poczułam, że mimo niepowodzeń i stresów - jestem szczęśliwa!

czwartek, 22 października 2015

Moje chustoświrstwo

O tym, że będę swoje dziecko nosić w chuście, wiedziałam zanim zaszłam w ciążę. Gdy widziałam kobietę z zamotanym bobasem, rozczulałam się na widok malutkich nóżek wystających spod materiału. Bliskość, ciepło, trwanie w przytuleniu.

Dzisiaj, gdy mój malec powoli z chusty wyrasta,  ja dorastam do tego, by zacząć o chustach w Lubartowie mówić głośniej.

Co to jest ta chusta?

Kawał materiału, zazwyczaj bawełna, o różnej długości, gęstości, kolorze, splocie. Chusty dzielą się na dwa rodzaje:

1) tkana: bawełniana lub z domieszkami innych materiałów
2) elastyczna

Chusty bawełniane są częściej spotykane, ponieważ - na mój gust - są wygodniejsze w użyciu, poniosą nawet 15 kg słodkiego wkładu. Na swoją pierwszą chustę warto wybrać "pasiaka", czyli po prostu taką, która jest w paski. :) W czym to pomoże? Ano w tym, że łatwiej nam będzie zobaczyć, którą krawędź chusty mamy akurat dociągnąć - paski są w różnych kolorach. Dla maluszków lepsze są chusty cienkie, ponieważ łatwiej je dociągnąć. Zaczynałabym też od stuprocentowej bawełny, ponieważ to materiał uniwersalny i dla początkującej chustomamy będzie po prostu najwygodniej. Domieszki z bambusem, lnem, konopiami czy wełną zostawmy na następny wpis ;)

Chusty tkane mają także wersję z kółkami. W jedną stronę materiału po prostu wszyte są dwa aluminiowe kółka. Przeplatamy materiał między sobą, hop! - wsadzamy malca, dociągamy i już. Szybko i bezboleśnie. 

Elastyk to chusta na krótką metę, ponieważ poniosą dzieci do średnio 7 kg.

Zalety noszenia w chuście

1) Bliskość 

Noszenie malucha w chuście zaspokaja jego potrzebę bliskości. Dziecko czuje bicie serca mamy, zapach jej skóry, oddech, słyszy głos. To wszystko sprawia, że bobas szybciej się uspokaja i mniej płacze.

2) Fizjologiczna pozycja

Nosząc dziecko z chuście wspomagamy prawidłowy rozwój bioder. Jest jednak jeden warunek: musimy chuściocha prawidłowo zamotać. W taki  prawidłowym wiązaniu nóżki dziecka powinny być ugięte w pozycji tzw. fizjologicznej żabki  a kręgosłup zaokrąglony i przypominający literę C.

3) Idealne na kolki, ząbkowanie, gorączkę

Dzięki chuście mój pierworodny praktycznie nie odczuł ząbkowania. Kolek też nie miał. Jestem pewna, że to chusty w tym pomogły. Dzięki prawidłowemu, fizjologicznemu ułożeniu dziecka w chuście, maluch może łatwiej pozbyć się gazów, co zapobiega pojawieniu się kolki. Przy ząbkowaniu kołysanie i przytulanki do mamy koją bój i uspokajają nerwy.

4) Wygoda

Ileż ja prania wywiesiłam z Pierworodnym w chuście, ile zakupów zrobiłam, ile obiadów ugotowałam. Tak, chusta to wygoda, bo masz wolne ręce i robisz co akurat musisz zrobić. A maluch najczęściej usypia przytulony.Poza tym... w chuście możesz pójść na spacer na łąki, do lasu, nie musisz się użerać z wysokimi krawężnikami czy zdezelowanymi podjazdami dla wózków.

5) Nie obciąża kręgosłupa

Tak, nie obciąża, wbrew powszechnej opinii. Prawidłowe zamotanie chusty rozkłada ciężar dziecka ergonomicznie dzięki czemu prawie nic nie czuć. Owszem, dzieci cięższe, będę odczuwalne, ale nie tak bardzo jak wtedy, gdy są noszone na rękach.


Chciałabym, żeby noszenie w chuście wyszło w Lubartowie z cienia. Jest kilka osób, które noszą, ale mogę je policzyć na palcach. Może właśnie Ty chciałabyś spróbować zamotać swojego maluszka? Napisz do mnie.

sobota, 17 października 2015

O tym co w biedrze się działo...

Otworzyli w ubiegłą środę Biedronkę po miesięcznym remoncie. Szał ciał. Poszłam i ja, bo pieluchy w promocji. Wiecie, 5 zł taniej. Umówiłam się z mamą, że spotkamy się na miejscu. Dotarłam z pierworodnym do marketu po 9. Mama już dzwoniła do mnie wcześniej, że szok, że tyle ludzi, że biją się o te pieluchy. Myślę sobie: pewnie jak w Lidlu po torebki, ale sprawę zbagatelizowałam i wybierałam się w tempie syna. Czyli powoli.

Zajeżdżam na miejsce. Moją uwagę od razu zwraca kilka dostawczaków zaparkowanych przy wejściu do sklepu. O matko i córko. Tłum jak przy czyszczeniu magazynów w Media Markt. Ludzie z pełnymi koszykami, jakby przez miesiąc nie było gdzie kupić chleba i jajek. No, ale nie ważne. Pakuję syna w koszyk i ruszamy szukać babci. Gdy się spotykamy widzę, że ma już dwa opakowania pieluch w koszyku. "Ty wiesz, co tam się działo?!" bulwersuje się. - Wywozili SAMOCHODAMI te pieluchy! - krzyczy niemalże.

Idę, oglądam nowe lodówki (sic!), ładne nawet. I szukam tych winowajców, złodziei pieluch. I faktycznie, przyjechało kilku mężczyzn i brali na koszyki całe kartonach pieluch, we wszystkich rozmiarach. Tłum się zrobił całkiem niemały. Na tych, którzy chcieli rozerwać karton i wziąć jedno opakowanie, patrzono spode łba. - Ludzie się buntowali, kłótnia była normalnie! - relacjonuje mi mama. - A potem ci handlarze skarżyli się do kasjerek, że im ludzie ubliżają! - dodaje. A ubliżali, bo zabierają ludziom towar (przypominam: promocja!), bo nie starczy, bo niech handlują, ale czym innym. No komedia. Wzięłam jeszcze, zachęcona ferworem, napięciem i lenistwem, bo już nie będę przez półtora miesiaca kupować pieluch, jeszcze jedno opakowanie. Dorzuciłam książeczkę i szłam do kasy. Za mną stał wózek wypchany pieluchami w rozmiarze 2. Zapłaciłam, wyszłam. Mężczyźni właśnie pakowali pieluchy na "pakę" dostawczaka. Ze 30 (!!!) kartonów pieluch w rozmiarze 2. I czekali na te, co jechały za mną. I kolejne.

OK. Niech sobie kupuję, handlują. Każdy zarabia, a pieluchy to nie towar tak potrzebny jak chleb, nie tak często używany. Ale... może by sieć wprowadziła sprzedaż hurtową skoro nie ma ograniczeń... Przecież można spokojnie, bez darcia się na siebie, bez nerwów, bez kolejek sprzedać pieluchy na fakturę hurtowo, przez magazyn.

Można. Okazuje się, że w Biedronce nie można.